Embodiment of Scarlet Devil

Recenzja:

Scooter FoxZakładam, że wiesz, co to jest Touhou (albo masz przynajmniej o tym mgliste pojęcie) i że jedynym powodem, dla którego czytasz ten tekst, jest bliższe zapoznanie się z Embodiment of Scarlet Devil, szóstą z kolei grą z serii. Tak, dobrze czytasz, szóstą, bowiem, jak Kreton wspomniał tu na stronie w kilku słowach, Touhou zaczynało na japońskich komputerach PC98 jako połączenie Arkanoida ze strzelanką (przy czym więcej było tam odbijania piłki niż faktycznego strzelania). Od czasu wypuszczenia w świat pierwszej częśći do wydania EoSD minęło niespełna sześć lat. Wtedy właśnie, w 2002 roku, Touhou po raz pierwszy zawitało na dobrze nam znane PC.

Tym razem zadaniem gracza jest poprowadzenie świątynnej kapłanki Reimu lub wiedźmy Marisy do rozwiązania zagadki nagłego pojawienia się na niebie szarkłatnej mgły zasłaniającej słońce. Na drodze staje nam, jak zwykle, masa pomniejszych wróżek (fairies) i kilka potężniejszych youkai jako bossowie kończący każdą z sześciu plansz. ZUN opracował tradycyjnie cztery poziomy trudności i dodatkowy jednoplanszowy poziom dla tych, którzy zdołają pokonać ostatniego bossa. Ponownie mamy możliwość odsłuchania słyszanej wcześniej podczas gry muzyki.

Tyle o standardzie, co mamy poza tym?
Grafika uległa oczywiście znacznej poprawie, ale nic w tym dziwnego, skoro pierwsze pięć części od szóstej dzielą cztery lata i wyraźny skok technologiczny w dziedzinie sprzętu komputerowego. Dla wielu fanów właśnie EoSD jest pierwszą częścią Touhou, na którą mogą patrzeć bez odruchów wymiotnych i choć ja osobiście zdania takiego nie podzielam, nietrudno mi ich zrozumieć. Choć wystrój poszczególnych plansz waha się między ubogim a koszmarnie ubogim, pociski nie zlewają się już z tłem, a odpowiednia głębia kolorów wystarcza, by nie narzekać na grafikę... zbytnio. Jeden z głównych znaków rozpoznawczych ZUN-a, twórcy Touhou, czyli kiepsko narysowane postacie, jest obecny również tutaj, i to do tego stopnia, że w jednym z doujinów jedna z postaci otwarcie twierdzi, że jest autorką "najbardziej stylowych gestów dłoni w Gensokyo". Mimo to grafika spełnia swoją rolę - pokazuje to, co ma być pokazane, w dość przystępnej formie.

Cóż takiego grafika ma pokazywać? Przede wszystkim danmaku. Ataki w EoSD nie charakteryzują się rozmachem i finezją, jak te w Imperishable Night, ani ilością pocisków, jak w Mountain of Faith. Zamiast tego EoSD oferuje nam prędkość i ataki, w których nie trzeba wiele zapamiętywać, trzeba natomiast wykazać się zręcznością i szerokim polem widzenia. Mało który atak wymaga innego podejścia niż "strzelaj w przeciwnika i omijaj pociski", a apoteozą tego stanu rzeczy jest ostatni atak Sakui, gdzie bardzo szybkie pociski są po prostu wyrzucane przez pokojówkę dookoła bez żadnego celowania. Można powiedzieć, że EoSD prezentuje danmaku w surowej formie, co nie zawsze przypada do gustu tym, którzy mieli wcześniej okazję grać w nowsze gry z serii.

Wspomniałem o pokojówce Sakui, należałoby zatem przedstawić postacie występujące w grze. Fabuła kręci się wokół Rezydencji Szkarłatnego Diabła, a w grze, oprócz Rumii, youkai ciemności i Cirno, lodowej wróżki nazwanej idiotką przez samego ZUN-a, pojawiają się strażniczka bramy Hong Meiling (nazywana China przez angielski fandom), anemiczna, wiecznie chodząca w piżamie Patchouli Knowledge, rzucająca nożami pokojówka Sakuya Izayoi oraz dwie loli-wampirzyce - siostry Remilia i Flandre Scarlet. Postacie, szczególnie mieszkańcy Rezydencji Szkarłatnego Diabła są jedną z dwóch rzeczy, z których znane jest EoSD. Drugą z nich jest poziom trudności.

Nietrudno spotkać się z opinią, że Embodiment of Scarlet Devil jest jedną z najtrudniejszych gier w serii (ostatnio miano najtrudniejszej przywłaszczyła sobie część 11 - Subterranean Animism). Wysoki poziom trudności niekonieczne leży jednak w atakach przeciwników, a raczej w łatwości, z jaką się w EoSD ginie. Jak już pisałem, pociski często są szybkie, nie zawsze zatem łatwo przewidzieć sytuację, kiedy nie będziemy w stanie czegoś ominąć. Deathbombing, czyli ratowanie się użyciem bomby już po dostaniu pociskiem jest trudne, bo czas dany na naciśnięcie przycisku jest naprawdę krótki - to nie IN, gdzie nawet graczowi z refleksem szachisty po zawale udało się w niektórych przypadkach uniknąć śmierci. Do tego dochodzi wcale nie tak duża ilość dodatkowych żyć do zdobycia, a to jeszcze nie wszystko. Choć w grze obecny jest stary system kontynuacji gry po straceniu wszystkich żyć, pozwalający na wznowienie w tym samym miejscu, gdzie grę się skończyło, to już Practice Mode, tryb służący do treningu i nowość w tej części serii, daje graczowi tylko trzy życia, co czyni zapoznanie się z daną planszą znacznie trudniejszym zadaniem. Przypomnijmy też, że ostatnia plansza nie jest dostępna na najniższym poziomie trudności, więc początkujący trochę się napocą, nim przejdą grę w pełni. Dla wielu ostatnim gwoździem do trumny jest brak widocznego hitboxa - trzeba zapamiętać, w które dokładnie miejsce nie możemy być trafieni, co, ponownie, szczególnie bolesne jest dla graczy przyzwyczajonych do ułatwień z nowszych gier.

Gracze miłujący się w skomplikowanych systemach punktowania na EoSD się zawiodą. Jest graze, czyli unikanie pocisków w jak najmniejszym dystansie, ale poza tym i łapaniem punktów w górnej części ekranu (POC) nie ma żadnych specyficznych sposobów poprawiania swojego wyniku. Każda z następnych strzelanek ZUN-a wypada niestety na tym polu lepiej.

Ostatnim elementem do opisania jest muzyka. Nietrudno odnieść wrażenie, że ZUN w 2002 roku jeszcze nie do końca przesiadł się z kompowania na PC-98 na komponowanie na PC. Choć jak zawsze na soundtracku znajdują się melodie godne uwagi, użyte sample instrumentów są dość dziwne lub, jak kto woli, unikalne. Można to nazwać zaletą - dzięki nim muzyka w EoSD jest niepowtarzalna, a utwory takie jak
U.N.オーエンは彼女なのか? mają specyficzne, łatwe do rozpoznania brzmienie. Nie jest to najlepszy soundtrack w serii, ale z całą pewnością nie jest też najgorszy.

EoSD ma opinię gry niezłej, choć odstającej od swoich młodszych sióstr. Dla wielu to znak graniczny między erą gier świetnych (PC) a nienadających się do gry (PC-98). Trzeba pamiętać, że razem z EoSD do Touhou zostało wprowadzonych parę nowych koncepcji, które dopiero w następnych częściach uzyskały swoją ostateczną formę: Practice Mode oraz podział na ataki zwykłe i karty czarów. Tę część serii można polecić jako wprowadzenie do Touhou dla tych graczy, którym nie straszny trochę wyższy poziom trudności. Oczywiście jest to też pozycja obowiązkowa dla każdego fana, jeśli jednak odniesiesz wrażenie, że EoSD jest nieco archaiczną grą w porównaniu do nowszych części serii, uspokój się - z tobą wszystko w porządku, po prostu dostrzegłeś faktyczny stan rzeczy.